Tylko jedna na szukaniu intruzów, a druga na szukaniu dobrej jakości audio.
Podobno kto szuka, ten znajdzie. Czasem trzeba jednak wziąć sprawy w swoje ręce i… napisać rozwiązanie samemu. Polskim deweloperom nie trzeba tego tłumaczyć dwa razy. Poniżej dwie aplikacje, które biorą szukanie na tak zwany next level. Polska gurom.
Dla entuzjastów dźwięku
Gwoli ścisłości i słowem wstępu – Dolby Atmos jest technologią dźwięku przestrzennego, która w kontraście do standardowych systemów, jak stereo, które ograniczają się do lewej i prawej strony, traktuje dźwięk trójwymiarowo: każdy element może być umieszczony w dowolnym punkcie przestrzeni wokół słuchacza, także nad głową.

Problem w tym, że samo znalezienie muzyki w Atmos potrafi być zaskakująco mało immersyjnym doświadczeniem. Adrian Wrona, polski twórca mieszkający w Szwajcarii, miał dość przeklikiwania się między Spotify i Sonosem, żeby sprawdzić, które utwory z jego playlist są dostępne w Dolby Atmos – więc zrobił sobie mały „playlist scanner„o nazwie Hello Atmos. Czas mijał i projekt rósł, aż wyrósł na pełnoprawną platformę i bibliotekę dla fanów Atmos. Na ten moment dostępne funkcje można mnożyć: katalog ponad 125 tys. albumów, filtrowanie m.in. po gatunku i inżynierze miksu, skaner z kreatorem playlist, nowe wydania, oceny albumów i utworów pod kątem immersji, kreatywności przestrzennej i jakości miksu, a także rankingi tworzone przez społeczność, czy nawet baza inżynierów dźwięku immersyjnego, których można zatrudnić do pracy nad miksem.
No właśnie, społeczność. Tu jest klucz do całej historii – zaangażowana społeczność pozwala Adrianowi rosnąć, konsultować, zbierać pomysły i stawiać kolejne kroki. Popularny wśród entuzjastów kwestii absolutnie najróżniejszych Reddit służy tu trochę na zasadzie warsztatu i platformy do burzy mózgów i dyskusji, które następnie materializują się jako kolejne funkcje.

I nie mówimy tu o pięciu audiofilach kłócących się w komentarzach. Hello Atmos ma już ponad 32 tys. użytkowników na całym świecie, a skupiony wokół projektu subreddit ponad 3,2 tys. członków i 4,4 tys. unikalnych odwiedzających dziennie. Co najważniejsze, użytkownicy zdążyli też wystawić ponad 4 tys. wielowymiarowych ocen miksów – pod kątem immersji, wykorzystania przestrzeni i ogólnej jakości. To właśnie z tych głosów powstają później społecznościowe rankingi.
O Hello Atmos kilkukrotnie pisał TechRadar – najpierw przy okazji oddolnych narzędzi powstających z frustracji aplikacją Sonosa, później poświęcając osobny tekst rankingowi 100 najlepszych filmów w Dolby Atmos. Pojawił się też między innymi w branżowym Immersive Audio Album oraz niemieckich serwisach iPhoneBlog i iTopnews.

To nie jest też „pierwsze rodeo” twórcy – wcześniej współtworzył m.in. Tubbly, aplikację fitness z ponad 150 tys. użytkowników, a na swoim koncie ma też StarkRank. Hello Atmos wystartowało jednak zaledwie osiem miesięcy temu, a od prostego skanera playlist zdążyło już wypuścić tyle odnóg, że trudno przewidzieć, gdzie wyrosną kolejne i gdzie ten projekt zaprowadzą. Ja jestem przede wszystkim ciekawa, co jeszcze będzie można tam wyszperać – w końcu od szukania to wszystko się zaczęło.
Oraz dla entuzjastów… prywatności?
Twórca kolejnej aplikacji szuka czegoś zupełnie innego. Szuka intruzów, a co za tym idzie – prywatności.
Intruzami są tutaj inteligentne okulary z kamerą, coraz częściej wyglądające po prostu jak najzwyklejsze okulary, jakie człowiek widział. Można nimi zrobić zdjęcie albo nagrać film bez wyciągania telefonu i bez szczególnego zwracania na siebie uwagi. Problem zaczyna się wtedy, gdy osoba po drugiej stronie obiektywu nie ma pojęcia, że właśnie trafia do czyjejś galerii albo – olaboga – na TikToka.
Paweł Szydłowski, 30-letni polski deweloper, zainteresował się tematem po tym, jak zaczął trafiać na nagrania osób, które najwyraźniej nie wiedziały, że właśnie grają główną rolę w cudzym filmie. Szczególnie zirytowały go materiały publikowane przez internetowych „pickup artists”: mężczyzn nagrywających rozmowy i podrywanie kobiet za pomocą smart glasses. Jak opowiadał Business Insiderowi, kiedyś prankowanie ludzi przed kamerą odbywało się przy zachowaniu przynajmniej minimalnego poziomu prywatności, ponieważ twarze osób, które nie chciały znaleźć się w materiale, bywały zamazywane. Tutaj nagrywane osoby nie zawsze wiedziały nawet, że jest co zamazywać, a w komentarzach zdarzały się próby ich identyfikowania.

Szydłowski postanowił więc sprawdzić, czy skoro człowiek może nie zauważyć okularów z kamerą, to czy zauważy je telefon. Kupił kilka modeli, przeanalizował wysyłane przez nie komunikaty Bluetooth i zaczął budować ich cyfrowe „odciski palców”. Tak powstał ZuckOff. Nazwa mówi sama za siebie, tutaj nic wyjaśniać nie trzeba.
ZuckOff korzysta z Bluetooth Low Energy i wypatruje charakterystycznych sygnałów wysyłanych przez pobliskie smart glasses. Rozpoznaje m.in. Ray-Ban Meta, Oakley Meta i Snap Spectacles, a po sile sygnału może mniej więcej ocenić, jak blisko znajduje się urządzenie. Jest jednak jedno ważne „ale”: aplikacja wykrywa okulary, a nie nagrywanie. Nie wskaże też konkretnej osoby i nie daje stuprocentowej pewności, że w pobliżu nie ma kamery. To raczej dodatkowe ostrzeżenie niż radar na podglądaczy.
Podstawowe skanowanie jest darmowe, a wersja Pro dodaje m.in. ciągłe monitorowanie w tle, alerty przy wyłączonym ekranie, widżet i eksport historii do CSV. I, adekwatnie do charakteru całego projektu, ZuckOff sam stara się nie dokładać kolejnego problemu z prywatnością: nie wymaga konta, nie korzysta z analityki ani trackerów i nie zbiera lokalizacji. Dane o wykrytych urządzeniach zostają lokalnie na telefonie; na zewnątrz trafiają dopiero wtedy, kiedy użytkownik sam zdecyduje się np. zgłosić nierozpoznany sprzęt.

Pomysł najwyraźniej trafił w czuły punkt. ZuckOff wystartował w sierpniu 2026 roku, a miesiąc później miał już ponad 5 tys. pobrań na iOS i kolejne tysiąc na Androidzie. Najpierw historię Szydłowskiego opisał Business Insider, kilka dni później WIRED, a sam twórca mówił też, że skontaktowali się z nim przedstawiciele unijnych regulatorów zainteresowani projektem.
Co ciekawe, Paweł Szydłowski wcale nie uważa swojej aplikacji za rozwiązanie idealne. Sądzi raczej, że producenci smart glasses mogliby zrobić to systemowo – podobnie jak Apple i Google zrobiły z niechcianymi trackerami Bluetooth, przed którymi iPhone’y i Androidy potrafią dziś ostrzegać automatycznie. Telefon mógłby więc po prostu poinformować: „hej, w pobliżu znajdują się okulary wyposażone w kamerę”.
Na razie pozostaje appka ZuckOff. No i duma z polskich deweloperów, że tak szukają, że kończą z nowymi rozwiązaniami!
Źródła:
1. https://www.wired.com/story/zuckoff-app-sees-meta-glasses-before-they-see-you/
2. https://www.businessinsider.com/zuckoff-app-detects-meta-ai-smart-glasses-recording-privacy-2026-9?IR=T
3. https://www.techradar.com/televisions/home-theater/what-are-the-ultimate-dolby-atmos-movies-this-website-has-a-list-of-the-top-100
4. https://www.techradar.com/audio/people-have-been-making-alternatives-to-the-sonos-app-using-ai
5. https://helloatmos.app/
6. https://www.reddit.com/r/DolbyAtmosContent/
7. https://apps.apple.com/pl/app/zuckoff/id6795234035
Źródło grafik: helloatmos.app; App Store, Sonos Newsroom
