Powachluje, telefon podładuje – Shine 2.0 

W technologicznym światku powerbanków i paneli słonecznych pojawia się kolejny, nietypowy gracz: Shine 2.0 (noo, prawie nietypowy, bo mają też Shine 1.0), a producenci opisują gadżet jako przenośną turbinę wiatrakową. Brzmi trochę egzotycznie? I słusznie, bo gadżet ma działać wszędzie, gdzie złapie wiatr – w górach, na campingu, a może i nawet w dżungli (innej niż targi CES).

Jak to ma działać?

Shine 2.0 to taka kompaktowa turbina z rozkładanymi łopatkami, którą można ustawić na statywie lub na ziemi, tak żeby łapała wiatr. Gdy zacznie się kręcić, generuje energię elektryczną, którą można połączyć z portami USB-C. W teorii rozwiązanie wydaje się atrakcyjne: korzystasz z naturalnego źródła energii, a urządzenia ładują się bez gniazdka i paneli słonecznych.

Jeśli wieje.

Firma podkreśla, że Shine 2.0 jest lekki i przenośny, bo waży jedynie trochę ponad kilogram. Ma nadawać się na biwak, ale i do codziennego użytku w podróżach.

Blaski i cienie turbiny

Trzeba im oddać, że wykorzystanie wiatru jako źródła energii brzmi pięknie, heroicznie i ekologicznie. Coraz więcej ludzi jara się turystyką outdoorową, a jako społeczeństwo jesteśmy z każdym dniem bardziej świadomi śladu węglowego, jaki po sobie pozostawiamy. W teorii jest to genialne, ale nie oszukujmy się – skuteczność tego gadżetu zależy od warunków pogodowych, których nikt nie jest w stanie zaplanować podczas podróży. Bez wiatru ta turbina będzie stała. I tyle.

Może to się świetnie sprawdzić na nadmorskim kempingu, wietrznym szczycie góry albo w Kieleckiem.

Coś się chyba musiało udać, skoro powstaje wersja 2.0?

Nazwałabym ten gadżet narzędziem warunkowym, no bo działa tam, gdzie ma do tego warunki. W praktyce Shine 2.0 może doskonale sprawdzić się jako ekozasilacz na biwaku nad polskim morzem, ale w mieście lub spokojnym otoczeniu jego potencjał będzie lekko ograniczony…

Przypominam, że parę dni temu opisywałam też drona, co nad wodą lata i w wodzie pływa, ale też tak nie do końca. Znaczy można, jak nie jest za głęboko, za wysoko i za długo.

Na papierze Shine 2.0 powachluje, zakręci się i podładuje telefon. W praktyce: jak wieje, to wieje, jak nie wieje – to mamy bardzo ładny, ekologiczny wiatraczek do patrzenia i noszenia jako dodatkowe obciążenie. I chyba właśnie tak trzeba ten gadżet traktować, jako ciekawostkę dla przygotowanych na wszystko, nawet na wiatr…

Źródła:
https://www.indiegogo.com/pl/projects/shineturbine/shine-2-0-fast-charge-your-devices-with-wind-power#/section/project-story
https://www.instagram.com/shineturbine/

Źródło grafiki:
https://www.indiegogo.com/pl/projects/shineturbine/shine-2-0-fast-charge-your-devices-with-wind-power#/section/project-story