Tęsknota za iPodem? Przegląd urządzeń, które wiedzą, kiedy skończyć

Zacznijmy od pytania: po co zdejmować Apple Watcha z nadgarstka, wkładać go do aluminiowej obudowy i nosić w kieszeni?

Tak właśnie działa RePod. Sam nie zawiera żadnej elektroniki – jest obudową z charakterystycznym kołem sterującym, która zmienia zegarek Apple w coś przypominającego miniaturowego iPoda. Muzyka, rozmowy, krótkie wiadomości, mapy i płatności nadal działają. Brakuje natomiast dużego ekranu telefonu, na którym sprawdzenie jednego powiadomienia potrafi niepostrzeżenie zamienić się w pół godziny przeglądania rolek.

RePod https://www.techpod.store/

To nie jest jedyny taki pomysł. Wcześniej pojawił się między innymi tinyPod, wykorzystujący mechaniczne koło do obsługi koronki Apple Watcha. Istnieją też wersje autonomiczne, które do działania nie wymagają poświęcania smartwatcha. Hidizs AP30 Music Boy idzie nawet krok dalej i oprócz odtwarzania muzyki oferuje możliwość grania w gry. Konkretnie w Tetrisa.

Na papierze brzmi to jak nieco przesadzony żart dla fanów retro, albo chęć zarobienia na aktualnych trendach. Tyle że te pomysły trafiają na zaskakująco podatny grunt, szczególnie wśród pokolenia Zetek.

RePod nie przywraca bowiem iPoda. Odtwarza za to jego ważną cechę: przewidywalne granice.

Gdzie jest mój stary iPod?

Apple zakończyło produkcję iPodów w 2022 roku. Dotyczyło to modeli Touch, czyli urządzeń do złudzenia przypominających iPhone’y, tyle że bez funkcji telefonowania. Wcześniej, w 2014 roku, z oferty zniknął iPod classic, a modele nano i shuffle przestały być sprzedawane w 2017 roku. Decyzja była zrozumiała – po co nosić osobny odtwarzacz, skoro telefon oferuje muzykę, aparat, mapy, gry, komunikatory i dostęp do internetu?

W 2026 stare odtwarzacze niespodziewanie wracają. Według danych eBay liczba wyszukiwań iPoda Classic wzrosła w 2025 roku o 25 procent, a iPoda Nano o 20 procent. Jeszcze ciekawsze dane przekazał Back Market: w 2025 roku sprzedaż odnowionych iPodów zwiększyła się o 48 procent. O rosnącym zainteresowaniu, szczególnie wśród młodszych użytkowników, pisały między innymi Axios i Associated Press.

Oczywiście nie oznacza to końca Spotify. Skala streamingu jest nieporównywalnie większa, a część nowych właścicieli kupuje iPody z powodu mody na Y2K, fizycznych przycisków albo zwykłej nostalgii. Dla części pokolenia Z trudno zresztą mówić o nostalgii za urządzeniem, którego używanie ledwie pamięta albo zna tylko z filmów.

Wśród motywacji regularnie pojawia się chęć słuchania muzyki bez powiadomień, aplikacji i algorytmicznego podpowiadania kolejnych treści. Do iPoda trzeba samodzielnie wgrać muzykę. Jego biblioteka ma określoną wielkość, a urządzenie nie spróbuje przekonać nas, że po przesłuchaniu albumu warto jeszcze zajrzeć do sklepu, obejrzeć trzy filmy i sprawdzić, co wydarzyło się w mediach społecznościowych.

iPod kończy swoje zadanie, kiedy przestajemy słuchać muzyki. Aparat – kiedy zrobimy zdjęcie. Czytnik – kiedy zamkniemy książkę (tak, wiem że tradycyjna książka również ma tę funkcjonalność). Smartfon nie zna słowa “koniec”. Za każdą czynnością czeka następna aplikacja, powiadomienie albo nieskończony feed.

Nie jest to wyłącznie efekt uboczny. Wiele usług cyfrowych zarabia na czasie i aktywności użytkownika, dlatego ich interfejsy nie mają wskazywać naturalnego momentu wyjścia. Autoplay, powiadomienia, rekomendacje i nieskończone przewijanie służą temu, aby następna treść pojawiła się, zanim zdążymy zdecydować, czy naprawdę chcemy ją zobaczyć.

Telefon, który nie chce być zbyt inteligentny

Niektórzy producenci próbują rozwiązać ten problem bez wyciągania z szuflady sprzętu sprzed dwudziestu lat.

Light Phone III wygląda jak elegancki smartfon i kosztuje całkiem „smartfonowe” 899 dolarów. Ma aparat, mapy, kalendarz, muzykę, podcasty i podstawowe narzędzia. Nie oferuje jednak mediów społecznościowych, typowej przeglądarki, poczty, serwisów informacyjnych ani reklam.

Light Phone III https://www.thelightphone.com

Podobną drogą idzie polska Mudita Kompakt z ekranem E Ink i uproszczonym systemem bez usług Google oraz klasycznego sklepu z aplikacjami. Tutaj granica jest nieco mniej szczelna, ponieważ bardziej zaawansowany użytkownik może ręcznie doinstalować potrzebne programy Androida. Nie zrobi tego jednak jednym dotknięciem kolorowej ikonki. Pomysł jest prosty: zachować mapy, kontakt, muzykę i kilka naprawdę przydatnych narzędzi, ale nie nosić w kieszeni całego wesołego miasteczka zaprojektowanego do walki o naszą uwagę.

Kompromis nie jest łatwy. Bez aplikacji bankowej, biletu, komunikatora używanego w pracy czy kodów uwierzytelniających minimalistyczny telefon szybko może stać się drugim telefonem. Light Phone przygotowuje więc moderowaną bibliotekę dodatkowych narzędzi. I tu pojawia się ciekawe pytanie: ile aplikacji można dodać do prostego telefonu, zanim ponownie stanie się smartfonem?

Zdjęcie zrobione. Można iść dalej

Jeszcze ciekawiej wygląda Camp Snap. Jest to prosty aparat cyfrowy przypominający analogowe jednorazówki sprzed lat. Nie ma ekranu podglądu, skomplikowanego menu ani aplikacji. Robimy zdjęcie, chowamy aparat i dopiero po powrocie podłączamy go przewodem do komputera lub telefonu.

Jakość? Współczesny smartfon bez wysiłku zrobi lepszą fotografię. Camp Snap ma niewielką matrycę 8 Mpx, ograniczoną dynamikę i nie przepada za trudnym światłem. Najwyraźniej jednak nie przeszkodziło mu to w odniesieniu sukcesu. Według Modern Retail firma sprzedała już ponad milion aparatów. Klienci nie płacą więc za lepsze parametry. Płacą za brak podglądu, możliwości poprawiania, kasowania i wykonywania dwunastu niemal identycznych ujęć. Camp Snap nie robi zdjęć lepiej niż smartfon. Przywraca jednak brak pewności znany z aparatów na kliszę: naciskamy spust, ale nie możemy od razu ocenić, poprawić ani opublikować efektu. Fotografie nadal da się łatwo przenieść do telefonu – tyle że dopiero wtedy, gdy świadomie podłączymy do niego aparat.

Camp Snap https://www.campsnapphoto.com/

Nieco podobną potrzebę wykorzystuje Freewrite. To cyfrowa maszyna do pisania wyposażona w klawiaturę, niewielki ekran i synchronizację dokumentów. Nie ma przeglądarki, komunikatorów, YouTube’a ani otwartych obok zakładek. Najtańszy model kosztuje około 349 dolarów, czyli więcej niż niejeden laptop, który potrafi nieporównywalnie więcej. Tak, klienci płacą za komputer, na którym nie da się zrobić niczego poza pisaniem. Sam producent twierdzi, że od 2016 roku na jego urządzeniach powstało ponad 700 milionów słów. Nie jest to już zatem wyłącznie jednorazowy eksperyment z Kickstartera, lecz niewielka, ale działająca od lat kategoria sprzętu.

Freewrite https://getfreewrite.com/

Samodyscyplina w plastikowym pudełku

Najbardziej przewrotnym urządzeniem jest jednak Brick. To kosztujący 59 dolarów znacznik NFC, który współpracuje z aplikacją na smartfonie. Wybieramy programy do zablokowania, dotykamy telefonem Bricka i w normalnym trybie odzyskujemy do nich dostęp dopiero po ponownym fizycznym spotkaniu obu urządzeń.

Można oczywiście zostawić Bricka na biurku i co pięć minut przykładać do niego telefon. Cały pomysł polega jednak na umieszczeniu go w innym pokoju albo pozostawieniu w domu. Instagram nadal jest zainstalowany, ale jego odruchowe otwarcie wymaga wstania z kanapy lub poczekania do powrotu.

Samodyscyplina jest teoretycznie darmowa, lecz działa dość nieregularnie. Brick sprzedaje jej fizyczny zamiennik.

Brick https://getbrick.com/

Przez lata projektanci aplikacji upraszczali drogę użytkownika usuwając każde zbędne kliknięcie. Zakupy, odtwarzanie i przechodzenie do następnej treści miały odbywać się natychmiast. Brick jest produktem, którego jedyną funkcją jest ponowne dodanie jednego zbędnego i “utrudniającego życie” kroku.

Trochę absurdalne? Oczywiście. Najpierw kupujemy telefon zapewniający błyskawiczny dostęp do wszystkiego, a później dopłacamy za przedmiot, który część tego dostępu odbiera. Najwyraźniej jest w tym jednak coś sensownego, skoro Brickiem zainteresowały się „Wall Street Journal”, „New York Times” i „Vogue”.

Playlista? Tak, ale nie od algorytmu

Najnowszy przykład pojawił się w czerwcu 2026 roku. Atonemo NTS Radio Player to niewielkie pudełko podłączane do wzmacniacza albo aktywnych głośników. Nie ma ekranu, nie zobaczysz więc propozycji i okładek. 

Urządzenie obsługuje wprawdzie AirPlay 2, Spotify Connect, Tidal Connect i Google Cast, jednak najciekawsze jest to, że działa bardziej jak radio niż odtwarzacz playlist. Dwa przyciski włączają kanały NTS 1 i NTS 2, a pokrętło wybiera jeden z 16 tematycznych strumieni zbudowanych z audycji rezydentów i gości NTS. Nie wskazujemy utworu ani nie przeglądamy katalogu. Wybieramy jazz, ambient, reggae albo post-punk i słuchamy tego, co akurat płynie. Różnica nie polega wyłącznie na zastąpieniu algorytmu człowiekiem. Atonemo redukuje cały proces wyboru do przekręcenia pokrętła. Paradoksalnie, sama muzyka nie ma tutaj końca. Atonemo nie kończy więc słuchania – kończy wybieranie. Nie patrz, nie kombinuj, zaufaj ludziom i słuchaj.

Pierwsza seria, obejmująca według producenta kilka tysięcy sztuk, została wyprzedana.

Atonemo NTS Radio Player https://atonemo.com/

Najpierw zobacz to na TikToku

Nie mamy do czynienia z rewolucją ani z masową ucieczką od smartfonów. Większość opisanych urządzeń jest niszowa, niektóre są drogie, a ich ograniczenia w codziennym życiu mogą okazać się bardziej irytujące niż wyzwalające.

Trudno jednak nie zauważyć interesującego trendu. Powstają urządzenia, które zamiast konkurować liczbą funkcji, świadomie część z nich usuwają. Niektóre zabierają ekran, inne aplikacje, natychmiastowy podgląd albo możliwość łatwego zmienienia decyzji. Po latach dokładania nowych możliwości ograniczenie samo w sobie stało się produktem.

Jest w tym wszystkim także nutka ironii. Camp Snap zdobył popularność na Instagramie i TikToku. Brick pojawia się w materiałach influencerów, a większość osób dowie się o RePodzie z krótkiego filmu podsuniętego przez algorytm. Platformy bez problemu promują więc również urządzenia obiecujące ucieczkę od platform. Dla algorytmu nie ma większego znaczenia, czy oglądamy prezentację kolejnej aplikacji, czy gadżetu, który pomoże nam ją zamknąć. Ważne, abyśmy obejrzeli materiał do końca.

I tu chyba tkwi odpowiedź na pytanie postawione na początku tego tekstu. Przez dwadzieścia lat pytaliśmy, co jeszcze da się zmieścić w jednym urządzeniu. Teraz coraz częściej pytamy, co można z niego wyrzucić, żeby dało się go znowu spokojnie używać. Na razie odpowiedzi szukamy przez ten sam ekran, który nas w to wpakował.

Źródła:

JustRePod – „RePod Apple Watch iPod Case Turn Your Apple Watch Into an iPod-Style Mini Phone”. Link

tinyPod – „Say hello to tinyPod”. Link

Hidizs – „The Truly Wearable Palm-Sized Hi-Res Music Player”. Link

Apple Newsroom – „The music lives on”. Link

MacRumors – „Today Marks the 20th Anniversary of the iPod”. Link

Axios – „Why people are buying iPods again”. Link

Associated Press – „One Tech Tip: A new generation is reviving the iPod for distraction-free listening”. Link

The Light Phone – „Light Phone III”. Link

WIRED – „Light Phone Is Making Its Dumb Phone More Useful With Third-Party ‘Tools’”. Link

Mudita – „Mudita Kompakt – a minimalist phone with E Ink® screen”. Link

Mudita – „MuditaOS K 1.2.0 Is Here: Built Around Your Feedback”. Link

Modern Retail – „How Camp Snap, Tin Can and more are capitalizing on the desire for ‘screen-free’ tech”. Link

Camp Snap – „Camp Snap 2 (Screen-Free Digital Camera)”. Link

Freewrite – „Discover Smart Typewriter”. Link

WIRED – „Review: Freewrite Alpha”. Link

Brick – „Brick – Do more of what matters”. Link

TechCrunch – „If you want to cut your screen time, just get a Brick”. Link

The Wall Street Journal – „Can a $60 Plastic Cube Solve Our Screen-Time Crisis?”. Link

Atonemo – „Atonemo NTS Radio Player”. Link

The Verge – „The NTS Radio Player brings the best of internet radio to your hi-fi”. Link