Zwierz się całemu światu

Tea to appka-serwis reklamowany jako platforma mająca zapewniać kobietom bezpieczeństwo podczas randkowania online – użytkowniczki mogą anonimowo dzielić się opiniami o mężczyznach, wrzucać zdjęcia profili i korzystać z narzędzi typu weryfikacje czy wyszukiwania. Aplikacja wystartowała w roku 2023, w 2025 zdobyła ogromną popularność, wskakując na #1 w App Store… i właśnie wtedy zaczęły się poważne problemy.

Wyciek danych

Kryzys aplikacji uderzył dokładnie w to, co miało być jej najmocniejszą obietnicą: bezpieczeństwo. Latem 2025 pojawiły się doniesienia o serii naruszeń, które dotyczyły najbardziej wrażliwych treści: materiałów do weryfikacji, prywatnych zdjęć oraz rozmów. Zasadniczo były aż trzy wycieki danych – jeden pod koniec lipca 2025, drugi, zaledwie parę dni później i ostatni w sierpniu 2025. Najpierw były to dziesiątki tysięcy obrazów powiązanych z Tea – w tym selfie używane do weryfikacji, a także zdjęcia dokumentów tożsamości. Później było już tylko gorzej – po drugim wycieku w sieci dostępne było ponad 1,1 mln wiadomości, w tym treści o ekstremalnie delikatnych zagadnieniach. Co ważne: 404 Media zaznacza, że część danych była świeża (nawet “do zeszłego tygodnia”), czyli nie tylko „stare archiwa”. Trzeci wyciek z sierpnia 2025 dotyczył już nie użytkowniczek, a kobiet promujących Tea: przez lukę w programie afiliacyjnym miały być widoczne ich dane kontaktowe (np. e-mail, telefon) oraz szczegóły rozliczeń, w tym kwoty wypłat.

Źródło: WIRED

Kontrowersje

Kontrowersje są tu dość oczywiste, bo Tea dotyka bardzo delikatnego tematu. Założenie brzmi sensownie: dać kobietom narzędzie, które pozwala anonimowo wymieniać się ostrzeżeniami, „red flagami” i kontekstem, zanim spotkanie z internetu przerodzi się w coś niebezpiecznego. Problem w tym, że ta sama mechanika łatwo zamienia się w ryzyko nadużyć – od pomówień i potencjalnego zniesławienia, po doxxing (celowe ujawnianie w internecie czyichś prywatnych danych bez zgody tej osoby, zwykle po to, by ją zastraszyć, skompromitować lub narazić na ataki) i nękanie, zwłaszcza gdy w grę wchodzą zdjęcia i realne dane. Oliwy do ognia dolały też próby „wyrównania rachunków”: pojawił się męski klon/kontr-aplikacja TeaOnHer, która miała odwracać role – i to tylko podbiło atmosferę wojny płci. Co więcej, TeaOnHer podzieliło historię swojej starszej siostry – wycieki danych z tejże aplikacji sprawiły, że finalnie obydwie appki spadły z AppStore’a.

Wielki powrót

Po tej serii wpadek, Tea dość szybko próbuje wrócić „bokiem” – nie do iOS App Store, tylko przez nową stronę WWW, która ma dawać dostęp do narzędzi bezpieczeństwa bez zależności od platformy. Firma przekonuje, że wyciągnęła wnioski: mówi o zaostrzeniu wewnętrznych zabezpieczeń, mocniejszych kontrolach dostępu oraz rozbudowaniu procesów przeglądu i monitoringu, a do tego o weryfikacji przez zewnętrznego dostawcę. Równolegle Android na zachętę dorzuca… AI dating coach oraz zapowiadany moduł analizy rozmów Red Flag Radar AI. WIRED podkreśla jednak, że to wciąż powrót pod znakiem zapytania – po wcześniejszych wyciekach i pozwach zbiorowych eksperci radzą ostrożność, a zaufanie w tej kategorii odbudowuje się dużo wolniej niż zasięgi.

Źródła:
https://www.wired.com/story/the-tea-app-is-back-with-a-new-website/
https://www.bbc.com/news/articles/ce87rer52k3o
https://www.reuters.com/sustainability/boards-policy-regulation/womens-dating-app-tea-reports-72000-images-stolen-security-breach-2025-07-26/
https://www.washingtonpost.com/nation/2025/08/06/tea-dating-advice-app-hack-lawsuits/

Źródło grafiki:
https://www.businessinsider.com/app-store-remove-viral-tea-dating-apps-over-privacy-violations-2025-10?IR=T