Kontrrewolucja AI, czyli może to nie sztuczna inteligencja zabierze nam pracę?

Zaczęło się od tego, że gdzieś mi mignęło, że Rafał Brzoska przewiduje, że za 5 lat będziemy rozmawiali o dochodzie gwarantowanym dla ludzi, którzy stracili pracę przez AI, i mimo, że sam przewidywałem długo, że AI wpłynie na redukcję zatrudnienia, ostatnio coraz częściej zadaję sobie pytanie – ale kogo będziemy redukować? I jak konkretnie?

Odpowiedź na te pytania, wbrew pozorom, jeżeli nie jest się Borisem Johnsonem, nie jest ani jednoznaczna ani oczywista.

Nałóżmy na to temat, który powoli, ale konsekwentnie przeradza się z lokalnego w medialny, czyli próby tworzenia w różnych miejscach (z reguły mniejszych miejscowościach) w USA wielkich centrów przetwarzania danych. Pisząc wielkich, mam na myśli takie, które zajmują powierzchnię 162 km kwadratowych. Dla porównania – Katowice zajmują powierzchnię 165 km kwadratowych.

Najbardziej znanym obecnie przykładem takiego centrum jest inwestycja Kevina O’Leary (łysy z Shark Tank) w Utah. Reakcja lokalnej społeczności jest silna i negatywna, a Kevin postanowił się z nimi (protestującymi) medialnie naparzać, ale wyraźnie przegrywa, mimo że po drugiej stronie stoją niewinnie wyglądające w social mediach dziewczynki.

Te dziewczynki mają jednak za sobą społeczność, a Kevin ma za sobą hajs, toporną propagandę i być może kilku przekupionych lokalnych polityków, więc sprawa jest otwarta.

Przykłady innych tego typu projektów pokazują, że opór społeczny działa. Udało się powstrzymać budowę takiego centrum w New Jersey, w innych stanach ludzie protestują bardzo aktywnie, na przykład ostrzeliwując domy lokalnych polityków…

Erin Brockovich (pamiętacie film z Julią Roberts?) zaangażowała się w walkę z tymi centrami danych. Na jej stronie https://brockovichdatacenter.com przeczytacie o tym, ile takich centr już powstało, ile powstaje, ile jest planowanych.

Centra, nie muszę chyba o tym pisać, powstają po to, żeby być zapleczem dla firm AI. Biznesowo się to spina idealnie – firmy AI potrzebują jak najwięcej takich miejsc i będą płacić dużo za dostęp do nich. Życiowo – pożerają one niesamowite ilości prądu, wody, niszczą lokalną przyrodę i są głośne jak cholera.

Zatem mieszkańcy małych miast, którzy od lat słyszą, że AI zabierze im „niestety” pracę, teraz słyszą przez 24h odgłosy centrów danych, na których jakiś typ, który nawet tam nie mieszka, bije grube miliony kosztem lokalnej społeczności.

Dorzućmy do tego występ tej pani, podczas zakończenia roku na uniwersytecie w Orlando na Florydzie, która poszła typową gadką wuja o tym jak to AI zmienia oblicze naszego świata, i została całkiem skutecznie wybuczana przez studentów.

Pewnie wróciła do domu i opowiadała swojemu mężowi jak to ci głupi młodzi ludzie nie potrafią zauważyć zmian, które dzieją się na ich oczach. Skoro jednak akademia przyznająca Oskary zmienia zasady, żeby wykluczyć AI, a ostatnio w branży reklamowej modne jest chwalenie się, że „nakręciliśmy tę reklamę bez AI, mimo że z AI byłoby 5 razy taniej i 10 razy krócej”, to może jednak to nie studenci stracili kontakt z rzeczywistością.

Powoli tracą go na pewno pracownicy Amazona, którzy podobo uprawiają tzw tokenmaxxing, czyli używanie AI tam, gdzie wcale nie muszą, byle tylko pochwalić się przed przełożonymi, że używają AI, bo takie są odgórne polecenia.

I żeby nie było, że mi padło na łeb i nagle zmieniam front o 180 stopni – nie dalej jak przedwczoraj sam zachwycałem się agentem AI wbudowanym w platformę shopify, który każdą moją fanaberię ubierał sprawnie w kod. Może bezmyślnie, ale to ja tu jestem od myślenia, a on od CSSa, a nie na odwrót.

Chodzi mi o to, że z każdym tygodniem wyraźniej widać, że grupa beneficjentów AI coraz bardziej się zawęża (w przeciwieństwie do grupy beneficjentów rewolucji internetowej), a grupa osób poszkodowanych i zagrożonych staje się na tyle duża, że nie można ignorować jej siły oraz sprawczości.

Kiedy więc Jensen Huang, szef Nvidii, wielkiego beneficjenta rewolucji AI mówi – mam nadzieję, że tą narracją wokół AI nie przestraszymy ludzi za bardzo, myślę sobie – trzeba było o tym pomyśleć 2 lata temu, teraz jest już po rybach.

Nie oznacza to oczywiście, że Altman, matole, AI obalą robole. To będzie dużo większa grupa społeczna. Czy uda się ją jakoś „ułaskawić”? A może te małe iskierki kontrrewolucji, które pojawiają się to tu, to tam, nagle złożą się na wielki międzynarodowy pożar? Teoretycznie są pieniądze na gaszenie tego pożaru, bo całe S&P 500, a co za tym idzie gospodarka USA (zadłużona, ale jednak) AI stoi.

Tylko czy te pieniądze są prawdziwe i, jeżeli przyjdzie co do czego, będzie można za nie kupić gaśnice? Grzegorz Braun, to nie jest pytanie do Ciebie.