STRIDE: projekt z frustracji, zawiasów kuchennych i gry komputerowej

Rozmawiamy z Maciejem Srokowskim, twórcą STRIDE 24

Laptop gamingowy obiecuje mobilność, ale kończy podpięty do zasilacza, zewnętrznego monitora i pełnego zestawu peryferiów. Desktop oferuje wydajność, ale zazwyczaj nie przeniesiemy go bez pakowania w kilka pudeł. Gdzieś pomiędzy tymi dwoma scenariuszami nie ma nic, a przynajmniej nie ma w ofercie żadnego dużego producenta.

Maciej Srokowski postanowił, że sam wypełni tę lukę.

STRIDE 24 to obudowa PC z wbudowanym 24-calowym ekranem 2K 165 Hz, miejscem na klawiaturę, mysz i kable – gotowa do zabrania w jednym kawałku. W gestii użytkownika leży dobór i montaż komponentów. Projekt powstał w garażu, przy drukarce 3D, z elementami zamówionymi na AliExpress i filozofią projektowania rodem z lat osiemdziesiątych. Pięć gotowych egzemplarzy jest już fizycznie złożonych i działa. Rozmawiamy z Maciejem o frustracji wobec współczesnego hardware i o tym, dlaczego kuchenne zawiasy mogą być lepszym rozwiązaniem niż dedykowany komponent.

Zaczęło się od brata

Bezpośrednim impulsem do powstania STRIDE’a nie była analiza rynku ani wizja produktu lecz obserwacja – bliska i konkretna.

Mój brat kupił sobie bardzo drogi laptop gamingowy. Dał za niego kilkanaście tysięcy złotych, ale wynosi go z domu dosłownie raz na dwa tygodnie, raz na miesiąc. Ten laptop jest nie tylko drogi, ale też słabszy od desktopa i strasznie głośny, bo laptopy nie mają takich możliwości odprowadzania ciepła jak zwykłe komputery. Jednym zdaniem: dla takiego sposobu użytkowania nie ma to sensu.

Do tego dochodzi kwestia ekranu. Laptop brata ma piętnaście cali. W domu stoi 24-calowy monitor. To jest przepaść jakościowa i ergonomiczna, której żaden sprzęt mobilny, nawet klasy premium, nie niweluje.

STRIDE od początku nie był zaprojektowany jako coś, co nosisz codziennie. Maciej jest precyzyjny w tej kwestii: „To nie jest coś, co będziesz często ruszał. To jest coś, co łatwo możesz zabrać ze sobą raz na jakiś czas tak,  żeby pakowanie nie zajmowało tak dużo czasu jak zazwyczaj: osobno ekran, osobno klawiatura, osobno komputer, odłączanie, podłączanie. Jak już zabierasz, chcesz to zabrać wygodnie.

Głównym zastosowaniem są LAN party – spotkania, które Maciek regularnie organizuje ze znajomymi. Z punktu widzenia produktu jest to precyzyjnie zdefiniowane rozwiązanie: jedna obudowa dla całego zestawu, jedno gniazdko zasilania, minimum czasu na rozkładanie stanowiska. Całość waży 8 kilogramów i ma wymiary 60 na 37 centymetrów.

Kategoria: brak

Kiedy STRIDE trafił na Reddit, jeden z pierwszych komentarzy brzmiał: „Właśnie wynalazłeś laptopa.” Maciej odpisał z charakterystyczną dla siebie ironią: „Próbowałem, ale trzymanie tego na kolanach jest naprawdę niewygodne. Może nazwę to desk..top PC.

Pytam o kategorię produktu na jaki patrzymy: SFF? Cyberdeck? Nie ma tu jednej dobrej odpowiedzi. Maciej lubi zwrot luggable desktop. Przyznaje, że projekt celował w społeczność small form factor i że przy obliczaniu objętości obudowy zastosował… selektywną metodologię: „19,8 litra liczyłem bez ekranu. Nie mówię, że nie zrobiłem tego specjalnie, żeby to wrzucić na tego konkretnego subreddita.

Ten zabieg poza próbą kategoryzacji niesie w sobie coś realniejszego: SFF to środowisko budujące wydajne komputery w jak najmniejszych obudowach – z komponentami dobranymi pod rygorystyczne ograniczenia rozmiarowe. STRIDE jest bardzo spójny z tą logiką – tyle że dodaje do niej ekran i miejsce na peryferia. Pomysł na slot na klawiaturę ma przy tym zupełnie nieoczekiwane źródło.

Bardzo mi się podobały sceny w Cyberpunku i to jak bohaterowie rozkładali te teczki, wyglądające podobnie: grube, czarne. Stąd się wzięła inspiracja na dołączenie miejsca na klawiaturę i peryferia.

Nie jest to pierwsze urządzenie tego typu w historii. Luggable computers, czyli komputery w formie przenośnych walizek, istniały w latach osiemdziesiątych. Compaq Portable, Osborne 1, wczesne pecety dla przemysłu i wojska. Maciej zna te konteksty, ale STRIDE nie jest nostalgicznym projektem, lecz próbą rozwiązania bardzo konkretnego, współczesnego problemu.

Kuchenne zawiasy, trytytki i Molex

Najbardziej charakterystyczną cechą STRIDE’a – przynajmniej w oczach komentujących – jest jego pragmatyczne podejście do komponentów. Zawiasy monitora pochodzą ze sklepu z okuciami meblowymi. GPU jest mocowane opaską kablową. Ekran pobiera zasilanie przez wychodzące już z użycia złącze Molex.

To nie są przypadkowe skróty, ani agresywne szukanie oszczędności. To filozofia projektowania wynikająca z jednego konkretnego celu: open source od samego początku.

Spędziłem sporo czasu szukając różnych zawiasów w internecie, na AliExpressie, w polskich i zagranicznych sklepach. Gdybym robił je na zamówienie, nie mógłbym tego projektu open source’ować, bo po prostu nikt nie byłby w stanie później ich kupić.

Zawias kuchenny, który trafił do STRIDE’a, spełnia wymagania, których wiele laptopów nie spełnia: metal do metalu, regulowany moment obrotowy, przystosowany do tysięcy cykli otwierania i zamykania. „Zawias nie dotyka żadnych plastikowych części. Jest metalowa część obudowy, jest metalowy backplate monitora i zawias współpracuje tylko z metalem.” O tym jak istotna jest ta kwestia zaświadczą wszyscy właściciele laptopów z wyłamanymi mocowaniami ekranu.

Podobna logika rządzi decyzją o Molexie jako domyślnym zasilaniu sterownika ekranu. Wiele współczesnych zasilaczy nie ma już wyjść Molex, ale te, które mają, oferują znaczący zapas amperażu przy dwunastu woltach. Maciej mówi o elastyczności, ale nie ukrywa hierarchii: „Molex jest preferowany. GPU connector to drugie wyjście. SATA – technicznie możliwe, ale od tego zdecydowanie się odżegnuję.

Opaski kablowe do mocowania GPU wymagają osobnego wyjaśnienia. Maciej testował dedykowane wsporniki i własne projekty z zaciskami na slot PCIe. Problem: każde sztywne mocowanie przenosiło siły bezpośrednio na płytkę główną, co przy ciężkiej karcie i wstrząsach transportowych stwarzało ryzyko uszkodzenia PCB. Opaska kablowa działa inaczej: częściowo absorbuje ruch, zamiast go blokować. 

Całość fizycznej konstrukcji – poza głównym “podwoziem” z blachy aluminiowej 1,5 mm – pochodzi z drukarki 3D w garażu Macieja. To ona umożliwiła iterację w czasie rzeczywistym: projekt, kilka godzin wydruku, test na żywym prototypie, modyfikacja, kolejny wydruk. „Początkowo ekran miał mieć 21 cali. Testowałem przez pół roku i stwierdziłem, że to nie działa. Trzeba mieć więcej miejsca w środku. Zmieniłem na 24. Drukareczka, kolejne prototypy.

„Wszyscy jesteśmy konsumentami”

W komentarzach pod projektem na Reddicie pojawiło się zdanie, które przykuwa moją uwagę: „Too many comments are exclusively thinking of this from the perspective of a consumer. This is why consumers can only ever dream of being creators”– zbyt wiele komentarzy patrzy na ten projekt wyłącznie okiem konsumenta. Dlatego konsumenci mogą tylko marzyć o tym, żeby być twórcami.

Pytam Macieja, czy STRIDE bardziej rezonuje z kulturą tworzenia niż z kulturą kupowania.

Odpowiedź jest zaskakująco wyważona.

Pewnie tak, ale z drugiej strony wszyscy jesteśmy konsumentami. Można coś tworzyć, ale na wszystko trzeba też potrafić spojrzeć okiem konsumenta. Łatwo jest schować się w takiej bańce – myśląc, że jest się lepszym od innych, bo się coś stworzyło. Jednak to konsument na końcu decyduje, co się sprawdzi, a co nie. Twórcy często zamykają się w bańce tworzenia i nie patrzą na projekt okiem kogoś, kto po prostu chce z niego korzystać. I to jest jedna z trudniejszych rzeczy przy projektowaniu czegokolwiek.

STRIDE zaczął od konkretnej potrzeby użytkownika: brata z drogim i mało użytecznym laptopem – i tę perspektywę stara się utrzymać.

150 elementów, każdy dostępny dla każdego

STRIDE ma BOM (spis komponentów) liczący około 150 elementów. Każdy z nich można kupić globalnie: na AliExpressie, w lokalnych sklepach z elektroniką, u dostawców przemysłowych.

Zawsze chciałem, żeby wszystkie elementy dało się po prostu kupić. Miałem momenty, kiedy łatwiej byłoby zamówić coś na indywidualne zlecenie od polskiej firmy – ale wiedziałem, że wtedy nie mogę tego open source’ować, bo nikt poza Polską nie byłby w stanie tego dostać.

Po zakończeniu kampanii na Kickstarterze Maciej planuje udostępnić pliki CAD w formacie FreeCAD, BOM z linkami do zakupu i przewodniki montażu krok po kroku. 

STRIDE 27

Skoro jest STRIDE 24, to musi być STRIDE 27, czyli wersja 27-calowa” – mówi Maciek.

Co by się zmieniło? Gdyby fundusze pozwoliły, Maciej chciałby przejść z druku 3D na w pełni metalową obudowę. Wymagałoby to frezarki i giętarki krawędziowej – kolejnych maszyn w garażu. W zamian obudowa mogłaby być cieńsza, mocniejsza i wyglądać jeszcze poważniej. „Przy druku 3D trzeba się przejmować grubością ścianek, wytrzymałością w danym miejscu. Przy metalu można to wszystko odchudzić, zmniejszyć„.

Aktualnie STRIDE 24 jest dostępny na platformie Kickstarter w cenie 300 euro za obudowę – bez komponentów PC. Pliki CAD, BOM i przewodniki montażu mają zostać opublikowane jako open source po zakończeniu kampanii.

Jeden człowiek, drukarka 3D, kilka kilogramów aluminium i frustracja wobec rynku, który od lat oferuje te same kompromisy. Z tego układu powstało coś, czego nie ma w ofercie żadnego dużego producenta obudów. Może niszowe, może trudne do zakwalifikowania, z pewnością warte uwagi – bo najciekawsze projekty hardware coraz częściej wynikają nie z potrzeby innowacji, ale z potrzeby rozwiązania bardzo konkretnego i bardzo realnego problemu.

Więcej szczegółów technicznych znajdziecie na stronie projektu: Kickstarter oraz w poświęconym mu wątku na Reddit.