Są scamy, które widać od razu, ale są też przekręty, na których potwierdzenie trzeba czekać długimi tygodniami. Jednym z głównych bohaterów takich właśnie długoterminowych oszustw są… nasiona.
Kiedy zamawiacie kubek z nadrukiem, sukienkę albo lampkę z marketplace’u, rozczarowanie przychodzi dość szybko. Otwieracie paczkę i już wiecie, że coś poszło bardzo nie tak. Z nasionami jest gorzej, bo tu najpierw trzeba zaufać. Posadzić. Podlać. Poczekać. Potem jeszcze trochę się połudzić, że może „one tak mają” albo znajome „ja coś pewnie źle robię, nie mam ręki do kwiatów”. A dopiero po czasie okazuje się, że z wymarzonej tęczowej róży, słonecznika wielkości dorosłego człowieka albo kwiatka w kształcie małpki nie będzie absolutnie nic. W najlepszym razie.

404 Media opisało świeżą falę scamów z nasionami roślin w roli głównej. Nasionami roślin, które po prostu nie istnieją. To, co dostajemy oraz czy w ogóle dostajemy cokolwiek – to już prawdziwa loteria. Sam scam nie jest jednak zupełnie nowy. Sunset pisał o takich ofertach już w 2019 roku: niebieskie truskawki, tęczowe pomidory, fioletowe arbuzy, róże z każdym płatkiem w innym kolorze. Wtedy wystarczał Photoshop i trochę bezczelności. Teraz bezczelność nadal jest w cenie, ale nie trzeba już mieć licencji na Photoshopa, ani żadnych konkretnych umiejętności. Dzisiaj wszyscy mamy łatwy, szybki i często bezpłatny dostęp do szeregu narzędzi AI do generowania obrazów. Nawet nie trzeba się starać ani orientować w tym, jaki szajs się wciska.
Same zdjęcia, nawet jeśli „odrobinę” niewiarygodne, niestety nie wystarczą. Coś, co u wielu konsumentów przeważa o zakupie i zaufaniu do sprzedawcy czy produktu – recenzje są równie proste do podrobienia, w ilościach masowych. Kilka gwiazdek, kilka zdań o tym, że „super nasiona, polecam”, i nagle człowiek zaczyna się zastanawiać, czy może to tylko ja mam zamknięty umysł i się nie znam, ta tęczowa róża może rzeczywiście ma rację bytu?
Gdzie to wszystko się dzieje? 404 Media wskazuje eBay, Amazon i Etsy, ale bądźmy realistami: jeśli da się wrzucić obrazek, opis „rzadka roślina, wygląda jak kotek, TANIO!!” i przycisk „kup teraz”, to znajdą się i ludzie gotowi zarabiać na naiwnych i mniej rozgarniętych w realiach internetu.

I tutaj zatoczę koło z powrotem do wspomnianej już największej przewagi tego scamu: czas działa na korzyść sprzedawcy. Sunset zwracał uwagę, że platformy mogą dawać na zwrot 30-45 dni, tylko że rośliny często potrzebują więcej czasu, żeby w ogóle pokazać, czym są. Albo czym na pewno nie są. Zanim więc okaże się, że z nasion wyrosło wielkie nic, chwast albo istne rozczarowanie, oferta może już dawno zniknąć, a słuch po internetowym handlarzu – zaginąć.
Do jakiej skali może urosnąć problem z wadliwymi nasionami, pokazała nasza rodzima drama z pietruszką z zeszłego lata. Rolnicy wysiali odmiany Aston i Osborne, czyli pietruszkę, która miała grzecznie zrobić to, co pietruszka robić powinna: wypuścić jadalny korzeń. Tylko że nie wypuściła. Coś tam niby rosło, ale zupełnie nie tak, jak powinno. PIORiN, czyli Państwowa Inspekcja Ochrony Roślin i Nasiennictwa, dostał zgłoszenia od kilkudziesięciu rolników, prowadził oględziny pól, sprawdzał dokumenty zakupu, etykiety i opakowania materiału siewnego. To nie był AI scam z Etsy, ale dobrze pokazuje jedną rzecz: nasiona są produktem zaufania. Nie da się od razu sprawdzić, czy w paczce faktycznie jest to, co obiecuje etykieta. Prawda wychodzi sporo później (za późno), kiedy kupujący już włożył w to ziemię, pracę, pieniądze i prawdopodobnie – sporo czasu.
Jest też inny problem: nie wiesz, co właściwie siejesz. To może być nic, może być chwast, może być zupełnie inna roślina, a w najgorszym scenariuszu coś, czego nie powinno się wprowadzać do lokalnego środowiska. Ryzyko może być większe niż może się wydawać na pierwszy rzut oka i odpuszczę sobie wyliczanie najczarniejszych scenariuszy, niech Wasza wyobraźnia zrobi to za mnie!
To wszystko nie bierze się jednak znikąd. Internet od lat pompuje zainteresowanie na rośliny rzadkie, dziwne i maksymalnie fotogeniczne. Nie mam na to twardych danych, ale śmiem zakładać, że liczba kolekcjonerów fikuśnych roślin gwałtownie wzrosła w ostatnich latach, zwłaszcza po wybuchu pandemii. W jednym z artykułów The Verge pada zresztą bardzo wymowny przykład: ludzie realnie pytają dziś w centrach ogrodniczych o różowe monstery i inne niestworzone rośliny (dosłownie, nikt takich jeszcze nie stworzył…).
Jaka jest puenta tej historii? Być uważnym na to, co widzimy w internecie – to przede wszystkim. Może warto też pójść dotknąć trawy raz na jakiś czas, żeby upewnić się, że wiemy jak wygląda.
Źródła:
1. https://www.404media.co/scammers-sell-seeds-for-exotic-ai-generated-flowers-that-dont-exist/
2. https://www.theverge.com/ai-artificial-intelligence/691355/ai-is-ruining-houseplant-communities-online
3. https://sunset.com/home-garden/plants/dont-be-fooled-by-these-seed-scams
4. https://www.gov.pl/web/piorin/dzialania-piorin-w-sprawie-pietruszki
5. https://www.wired.com/story/pink-princess-plantfluencers-pink-congo-scam/
