Muse Charm: Tamagotchi spotyka Labubu

Podczas Meta Connect 2026 Mark Zuckerberg pokazał Muse Charm – niewielkie urządzenie z ekranem i animowaną postacią, które można przypiąć do kluczy albo torby. Wygląda trochę jak Apple Watch bez paska, trochę jak Tamagotchi i zdecydowanie jak produkt zaprojektowany z myślą o TikToku.

Jak na Metę przystało, nie obyło się bez dram – pierwszą można było zaobserwować już przy tworzeniu Instagramowego konta dla nowej maskotki Zuckerberga.

@muse, czyli kto?

Do niedawna wpisanie @muse na Instagramie prowadziło dokładnie tam, gdzie można się było spodziewać: do profilu brytyjskiego zespołu Muse. Przed premierą nowego AI Mety coś się jednak zmieniło. Zespół przeniósł się na @museband, a nazwę @muse przejęło konto nowego produktu Zuckerberga. Podobnie stało się na X, gdzie Muse działa dziś jako @Musetheband.

Nie wiadomo, jak dokładnie doszło do tej zamiany: czy Meta odkupiła nazwę, zawarła z zespołem jakieś porozumienie, czy ustalenia wyglądały jeszcze inaczej. Ani firma, ani zespół nie ujawnili szczegółów.

Trudno jednak nie zauważyć pewnej dozy ironii w tej sytuacji, zwłaszcza znając twórczość zespołu. Muse od lat śpiewa o dystopii, kontroli, inwigilacji i technologii wymykającej się ludziom spod kontroli. Teraz jego dawny adres w social mediach promuje osobistego agenta AI stworzonego przez Metę. Nawet gdybym bardzo się postarała, lepszego wstępu do tej historii nie miałabym szans wymyślić.

AI, ale to słodki stworek

Sam Muse wystartował 8 września. Meta nazywa go osobistym agentem AI i mocno odróżnia od zwykłego chatbota. Muse może połączyć się z mailem, kalendarzem czy Instagramem, przeglądać internet, wypełniać formularze, rezerwować podróże, robić zakupy i wykonywać wieloetapowe zadania nawet po zamknięciu aplikacji. Z czasem ma też coraz lepiej pamiętać nasze preferencje i cele.

Muse Charm jest po prostu kolejnym miejscem, w którym ten agent ma zamieszkać. Ot, domek dla agenta AI. Dotknięcie czytnika linii papilarnych ma wystarczyć, żeby rozpocząć rozmowę, bez wyciągania telefonu i szukania aplikacji.

Nostalgia za latami 2000?

Charm wpisuje się też w kilka obecnych trendów. Wraca estetyka lat 90. i 2000., a najróżniejsze bag charms przejęły torebki: Labubu, breloczki, wiszące kosmetyki czy koraliki. Na TikToku popularne stało się nawet zdejmowanie starszych Apple Watchy z pasków i przerabianie ich na zawieszki.

Każdy Muse może mieć własnego awatara, imię i osobowość. AI przestaje więc być bezosobowym okienkiem do wpisywania promptów. Dostaje twarz, głos, charakter i małe fizyczne ciało przypięte do naszej torby. Nie wiem jak to skomentować, biorąc pod uwagę fakt, że produkt jednak nadal skierowany jest do dorosłych ludzi – zostanę więc przy: co kto lubi…

Jesteś ważny? Potrzebujesz tego

Marketing nowej błyskotki też pozostawia bez większych zaskoczeń. Muse wciśnięty w ręce ważnych, zajętych i pięknych ludzi Hollywood to dokładnie to, czego po Marku możemy się spodziewać.

Wśród znanych nazwisk, które pojawiły się ze stworkiem Mety, znaleźli się m.in. Ryan Serhant i Teyana Taylor. Serhant to nowojorski potentat rynku nieruchomości, założyciel własnej agencji i gwiazda netflixowego Owning Manhattan. Swojego Muse nazwał Pumpkin – agent pilnował jego treningów, sprawdzał kalendarz, a kiedy zauważył powrót żony z podróży, zasugerował kupienie jej kwiatów.

Z kolei Teyana Taylor to piosenkarka, aktorka, tancerka i reżyserka, od lat obecna jednocześnie w muzyce, modzie i Hollywood. Jej agent, AunTEY, pomagał organizować wydarzenie charytatywne i znajdować zamienniki produktów, kiedy pojawiały się problemy z dostawą.

No i co, czujecie się przekonani, że musicie to mieć? Czy nadal tak nie za bardzo?

Internet jest sceptyczny

Pośród pierwszych reakcji internautów szybko pojawiło się bardzo rozsądne pytanie: po co nosić dodatkowe urządzenie, skoro praktycznie zawsze mamy przy sobie telefon? Pojawiły się też określenia „surveillance state Tamagotchi” i, jeszcze prościej, „evil Tamagotchi”. Nie zabrakło też porównań do dystopijnych zagadnień z serialu Black Mirror.

Żeby Muse działał tak dobrze, jak obiecuje Meta, musi wiedzieć o nas bardzo dużo: mieć dostęp do kalendarza, maili, zakupów, planów i preferencji. W przyszłości, przez okulary Mety, ma również reagować na to, na co właśnie patrzymy. Firma podkreśla więc istotne zabezpieczenia: użytkownik sam wybiera uprawnienia Muse, agent ma pytać o zgodę przed wrażliwymi działaniami, a rozmowy i dane przechowywane przez Muse – przynajmniej według Mety – nie mają trafiać do jej systemów reklamowych.

Internauci mają jednak pojemną pamięć. Cambridge Analytica, kolejne kary za naruszenia prywatności i lata pytań o to, co właściwie Meta robi z naszymi danymi, nie znikają tylko dlatego, że teraz patrzy na nas urocza animowana buzia.

A w wyścigu o osobiste AI zaufanie może okazać się równie ważne jak sam model. OpenAI, Google, Anthropic i Meta próbują właśnie przekonać nas, że to ich agent powinien wiedzieć o nas najwięcej. Pozostaje więc patrzeć, kto wygra ten wyścig – i komu użytkownicy faktycznie pozwolą zajrzeć najgłębiej w swoje życie.

Na razie Muse Charm nie ma jeszcze ceny ani dokładnej daty premiery. Zuckerberg zapowiedział jedynie, że urządzenie ma być gotowe do wysyłki przed świętami, w grudniu. Meta nie podała też, w jakich krajach Charm pojawi się na start. Sam Muse jest obecnie dostępny przede wszystkim w Ameryce Północnej, więc na polską premierę nowej błyskotki możemy jeszcze trochę poczekać.

Źródła:
1. https://techcrunch.com/2026/09/24/metas-muse-charm-looks-like-a-tamagotchi-but-its-tapping-into-a-much-newer-trend/
2. https://techcrunch.com/2026/09/23/everything-new-coming-to-metas-ai-agent-muse/
3. https://ai.meta.com/muse/
4. https://www.digitalmusicnews.com/2026/09/09/meta-ai-takes-muse-handle-from-muse-band/