Technologia działa obecnie tak, żebyśmy mogli być ze sobą w ciągłym kontakcie, ale bez konieczności fizycznego spędzania ze sobą czasu. Kiedy się to zaczęło? Może od pandemii albo znacznie wcześniej? Możemy pracować z domu, umówić się z lekarzem na teleporadę, zamawiać jedzenie bez rozmowy z kurierem, spotykać znajomych przez aplikacje i grać z kimś z drugiego końca świata, siedząc samotnie na kanapie. W końcu łapiemy się na tym, że czasem dobrze by było wyjść i spędzić z kimś czas „w realu”, a startupy właśnie na tym robią biznes.
Łączyć ludzi offline
Powrót do świata rzeczywistego – ten trend opisuje dziennikarka Connie Loizos z TechCruncha, zwracając uwagę na grupę doświadczonych przedsiębiorców, którzy swoje nowe projekty budują wokół jednej idei: łączenia ludzi offline.
Jedną z osób, które postawiły na ten kierunek, jest Brynn Putnam. Jej poprzedni projekt, który już odsprzedała, to Mirror. Był to startup z branży fitness, który stworzył duże, interaktywne lustro z ekranem. W skrócie polegało to na tym, że nie idziesz na siłownię, tylko wykonujesz ćwiczenia przed lustrem, które w razie potrzeby Cię koryguje i sprawdza, jak sobie radzisz.
Jej nowe przedsięwzięcie to startup Board, który tworzy 24-calowy interaktywny stół do gier. To urządzenie rozpoznaje zarówno gesty, jak i fizyczne elementy używane podczas gry. Dzięki temu kilka osób może korzystać z niego jednocześnie. Nowy cel Putnam jest prosty: stworzyć produkt, przy którym mogą bawić się razem osoby w różnym wieku i o różnych umiejętnościach – na przykład dziecko i jego dziadek. Zero samotnego siedzenia przed ekranem. Można zaprosić znajomych czy rodzinę do domu na rozgrywkę, ale taki stół sprawdzi się też w salonach gier czy w barach.

Powrót do fachu w ręku
Kolejnym pomysłodawcą jest Tristan Walker, który niegdyś zbudował firmę z branży beauty/health i sprzedał ją (podobno w świetnej cenie) wielkiemu koncernowi Procter & Gamble.
Swoje biznesowe doświadczenie wykorzystuje do tego, aby iść w jeszcze bardziej analogowym kierunku. Jego Heirloom Craft przejmuje i rozwija szkoły tradycyjnego rzemiosła. Pierwszym projektem jest szkoła pracy ze skórą w San Francisco. Walker uważa, że przez dziesięciolecia Stany Zjednoczone stopniowo straciły umiejętność przekazywania praktycznej wiedzy z pokolenia na pokolenie. Produkcję przenoszono za granicę, a zawody wymagające manualnych umiejętności traciły prestiż. Brakuje przez to ludzi, którzy mają tzw. fach w rękach. Właściciel startupu przyznaje, że praktyki zawodowe zaczęły być postrzegane jako plan B dla osób, które nie dostały się na czteroletnie studia i chce odwrócić ten trend.

Grupy biegaczy i kolacje z trupem
W ten sam kierunek wpisuje się Pie, firma założona przez Andy’ego Dunna, twórcę Bonobos (firma z ekskluzywną odzieżą). Zaczynała jako aplikacja pomagająca poznawać znajomych, później stała się narzędziem do odkrywania wydarzeń. Dziś Dunn opisuje ją jako „system operacyjny życia społecznego”. Jednym z jej elementów są Community Homes – miejsca w aplikacji przeznaczone dla konkretnych grup, takich jak kluby biegowe czy grupy wspólnie oglądające wydarzenia. Apka zrzesza ludzi o podobnych zainteresowaniach, ale chodzi tutaj o coś więcej niż tylko pisanie ze sobą. Pie ma przede wszystkim doprowadzić do tego, żeby użytkownicy odłożyli telefon i faktycznie się spotkali. Może to być wspólny bieg, wyjście do kina, spacer albo odwiedzenie galerii sztuki. Dość odważna koncepcja jak na branżę, która przez lata zarabiała głównie na tym, że telefonu nie odkładaliśmy.


Podobny pomysł, choć w znacznie bardziej staromodnej formie (może nawet dla fanów Agathy Chirstie?), realizuje Audrey Gelman. Jej obecny startup to Six Bells Countryside Inn, niewielki pensjonat w dolinie Hudson. Jedną z organizowanych tam atrakcji jest comiesięczna kolacja w stylu murder mystery. Aktorzy mieszają się z gośćmi, ktoś zostaje zamordowany, a reszta próbuje odkryć, kto jest winny. Z punktu widzenia budowania relacji działa całkiem nieźle. Goście zbliżają się do siebie podczas zabawy, a potem zostają długo po zakończeniu wydarzenia i siedzą razem w barze. To sprawia, że jest szansa na kolejne spotkanie w realu.
Podsumowanie – czy to się uda?
Inwestorzy jeszcze nie wiedzą, czy to jest wielki biznes i ogromna szansa. Na razie pieniądze płynące do tych firm nie są oszałamiające jak na świat rozrywki. Board pozyskało 35 mln dolarów, Pie 24 mln, a Six Bells około 3,8 mln dolarów. Heirloom nie ujawnił finansowania.
Najciekawsze jest jednak to, kto próbuje. W tej historii szczególnie interesujący nie jest nawet konkretny produkt, lecz założyciele. Putnam, Walker, Dunn i Gelman mają już na koncie duże przedsięwzięcia. Wiedzą, jak zbudować markę, pozyskać kapitał i przekonać klientów, żeby rzeczywiście za coś zapłacili. Najwyraźniej widzą potencjał w zachęcaniu do życia offline. Stawiają na coś, co jeszcze niedawno mogło wyglądać jak antyteza technologicznego biznesu. I kto wie? Być może trend się odwróci i częściej będziemy offline?
Źródła:
https://techcrunch.com/2026/09/20/a-small-but-growing-number-of-founders-are-betting-that-bringing-people-together-is-its-own-industry/
https://board.fun/
https://techcrunch.com/2026/08/25/andy-dunns-startup-pie-becomes-less-of-an-events-app-and-more-of-a-social-network/
https://byheirloom.com/
